Mazury Streamline Experts
Historie klientów

Jak straciliśmy 12 rezerwacji przez jeden błąd w Excelu

Autor Marek Laskowski, Specjalista ds. wdrożeń·12 września 2024·5 min czytania

To miała być spokojna sobota w pensjonacie pod Mrągowem, ale skończyła się awanturą na recepcji i stratą, której nikt nie przewidział. Jeden nieodznaczony filtr w arkuszu Excel sprawił, że 12 rezerwacji po prostu wyparowało z widoku, choć pokoje wciąż figurowały jako zajęte w głowach właścicieli. Ta historia pokazuje, że poleganie na ręcznym wpisywaniu danych to stąpanie po cienkim lodzie, szczególnie gdy sezon na Mazurach rozkręca się na dobre.

Arkusz, który przestał pomagać

Właściciel obiektu, pan Andrzej, prowadzi swój biznes od 8 lat i przez ten czas Excel był jego najlepszym przyjacielem. Miał tam wszystko: terminy, zaliczki, numery telefonów do stałych gości z Warszawy i Olsztyna. Plik o nazwie 'rezerwacje-sezon-2024-final-v3.xlsx' puchł z każdym dniem, osiągając 47 kolumn i setki wierszy. Problemy zaczęły się, gdy do obsługi doszła nowa osoba na recepcji, która nie znała autorskich skrótów pana Andrzeja. Wystarczyło, że ktoś przypadkiem ukrył trzy wiersze, szukając wolnego pokoju na prośbę dzwoniącego klienta, i zapomniał ich przywrócić. System, który miał porządkować pracę, stał się pułapką, bo nikt nie wiedział, która wersja pliku na wspólnym dysku jest tą właściwą.

Szkoda czasu na błędy w Excelu, ale w tym przypadku nikt nie zauważył, że coś jest nie tak, dopóki pod pensjonat nie podjechały trzy samochody z rodzinami, które twierdziły, że mają rezerwację na ten sam apartament nad jeziorem Czos. W arkuszu widniała pustka, ale w systemie bankowym zaliczki od tych ludzi widoczne były od 14 dni. Pan Andrzej musiał na gorąco szukać noclegów u konkurencji i oddawać pieniądze z własnej kieszeni, co przy 32 stopniach Celsjusza i pełnym obłożeniu w całym mieście graniczyło z cudem. To nie był tylko problem techniczny, to był paraliż operacyjny, który kosztował ich reputację budowaną przez lata pracy w turystyce.

Excel nie krzyczy, gdy robisz błąd. On po prostu cicho pozwala Ci tracić pieniądze, aż jest za późno.

Matematyka błędu: 4280 zł w 48 godzin

Kiedy usiedliśmy z panem Andrzejem do analizy tego feralnego weekendu, liczby były bezlitosne. Łącznie 12 rezerwacji zostało źle wpisanych, zdublowanych lub całkowicie pominiętych w widoku ogólnym. Bezpośrednia strata finansowa wyniosła dokładnie 4280 zł – to kwota samych utraconych noclegów i konieczności opłacenia transportu gości do innego hotelu w Mikołajkach. Do tego doszły koszty kolacji przeprosinowych, które pensjonat zaserwował na swój koszt, żeby ułagodzić wściekłych klientów. To po prostu działa tak, że jeden mały błąd w komórce B12 pociąga za sobą lawinę kosztów, których nie widać na pierwszy rzut oka w podsumowaniu miesiąca.

Najgorsze było jednak to, że przez bałagan w danych, dwie rezerwacje na wrzesień również zostały nadpisane. Gdyby nie nasza interwencja i audyt tych nieszczęsnych tabel, pensjonat straciłby kolejne 2300 zł pod koniec sezonu. W małym biznesie, gdzie liczy się każda złotówka na opłacenie ogrzewania i personelu poza sezonem, takie kwoty są bardzo bolesne. Pan Andrzej przyznał, że przez ostatnie 3 lata bał się zmiany, bo myślał, że CRM jest za drogi. Tymczasem jeden błąd w Excelu kosztował go więcej, niż dwuletni abonament za profesjonalne narzędzie do zarządzania gośćmi, które samo pilnuje dostępności pokoi.

Strata 4280 zł zabolała bardziej niż nauka nowego programu. Czasem cena niewiedzy jest najwyższym kosztem prowadzenia firmy.
Matematyka błędu: 4280 zł w 48 godzin

Dlaczego CRM to nie tylko kolejna ikonka

Wdrożenie Mazury Streamline Experts w tym obiekcie zaczęliśmy od wywalenia arkusza kalkulacyjnego z codziennego użytku. Konkrety na stół: system CRM, który zaproponowaliśmy, synchronizuje się automatycznie z portalami typu Booking czy Expedia. Oznacza to, że jeśli ktoś zarezerwuje pokój przez internet, on natychmiast znika z dostępności dla recepcjonisty siedzącego w Mrągowie. Nie ma fizycznej możliwości, żeby dwa razy sprzedać to samo łóżko. Pan Andrzej początkowo martwił się, że starsi pracownicy sobie nie poradzą, ale interfejs jest prostszy niż wysyłanie maila. Po 4 dniach testów cała ekipa wiedziała już, jak sprawdzać status sprzątania pokoju i czy zaliczka wpłynęła na konto.

Być może brzmi to jak duża zmiana, ale w rzeczywistości to po prostu uporządkowanie tego, co i tak robili ręcznie. Zamiast szukać notatek na żółtych karteczkach przyklejonych do monitora, teraz mają wszystko w jednym miejscu. Byłem u nich w zeszły wtorek na kawie i widziałem, że atmosfera w zespole jest zupełnie inna. Nie ma już tego nerwowego sprawdzania, czy na pewno 'wszystko się zgadza' przed każdym weekendem. System sam wysyła przypomnienia do gości o godzinie zameldowania, co zredukowało liczbę telefonów o 23% w ciągu pierwszego miesiąca od wdrożenia. To realny czas, który pracownicy mogą poświęcić na uśmiech do klienta, a nie na walkę z formułami w arkuszu.

8 miesięcy później – sprawdzone na Mazurach

Dziś, po 8 miesiącach od pożegnania się z Excelem, bilans jest jasny: 0 błędnych rezerwacji. Pan Andrzej odzyskał spokój ducha, a jego pensjonat zanotował 14-procentowy wzrost przychodów tylko dlatego, że system lepiej zarządza cenami dynamicznymi w zależności od obłożenia. Co więcej, czas potrzebny na zameldowanie gościa skrócił się z 11 minut do niecałych 4 minut. To pokazuje, że technologia nie musi być skomplikowana, żeby przynosić wymierne korzyści. W turystyce na Mazurach, gdzie sezon jest krótki i intensywny, każda zaoszczędzona godzina personelu jest na wagę złota, zwłaszcza gdy brakuje rąk do pracy.

Na koniec warto dodać jeden fakt: pan Andrzej w końcu pojechał na 3 dni urlopu na Litwę, nie zabierając ze sobą laptopa. Wiedział, że może w każdej chwili sprawdzić stan obłożenia na telefonie, a system sam przypilnuje, żeby nikt nie usunął ważnych danych przez przypadek. (Przy okazji: my też czasem używamy Excela do robienia listy zakupów na firmowego grilla, ale w biznesie stawiamy na narzędzia, które nie dają pola do głupich pomyłek). Jeśli czujesz, że Twoje rezerwacje trzymają się na słowo honoru i jednym pliku na pulpicie, to znak, że czas na zmiany, zanim przyjdzie kolejny upalny weekend.

Prawdziwa wolność w biznesie zaczyna się tam, gdzie kończy się pilnowanie każdego wiersza w tabeli.
8 miesięcy później – sprawdzone na Mazurach